Ta strona używa cookie. Dowiedz się więcej o polityce cookies i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Nowe zasady wchodzące w życie 25 maja 2018. (więcej)

Ocena:
(głosy: 3)
 
 
|
 
|
rozmiar czcionki

19-11-2013

Wolontariusz z ziemi włoskiej

Uczy języka, śpiewu i pogody ducha

Salvatore De Bello ma 43 lata. Ożenił się z Polką i od lipca 2002 roku mieszka w Polsce. – W Warszawie, na Kabatach – uściśla. Prowadzi szkołę językową, jest tłumaczem. I kilka godzin w tygodniu spędza na pracy wolontaryjnej. Uśmiechniętego Włocha można spotkać w Ośrodku Pomocy Społecznej na Ursynowie i w hospicjum onkologicznym przy Centrum Onkologii. O jego zaangażowaniu w wolontariat z Salvatore De Bello rozmawia Małgorzata Solecka.

Salvatore De Bello ze swoimi kursantami z Ośrodka Pomocy Społecznej na Ursynowie Salvatore De Bello ze swoimi kursantami z Ośrodka Pomocy Społecznej na Ursynowie

Superstarsi.pl: Podczas pikniku zorganizowanego w Warszawie z okazji Dnia Osób Starszych śpiewał pan razem z seniorami z Ośrodka Pomocy Społecznej na Ursynowie włoskie piosenki. Trochę nas to zaskoczyło: Włoch, który udziela się jako wolontariusz na rzecz polskich seniorów. Skąd ten pomysł?

Salvatore De Bello: Już we Włoszech czułem, że chcę się zaangażować, robić coś dla innych. Mieszkałem długi czas w Rzymie. To wielkie miasto, człowiek się czuje kompletnie anonimowy, i tak się też – najczęściej - zachowuje. Wypadek na ulicy? Mało komu przyjdzie do głowy, żeby się zatrzymać czy pomóc. Mnie to przeszkadzało, nie wyobrażam sobie takiej bierności na potrzeby innych. Ale jednocześnie chciałem pójść krok dalej. Żeby pomagać nie sporadycznie, gdy coś się dzieje, ale systematycznie. Dojrzewałem do tego już w Polsce. Na początku wydawało się, że będzie trudno, bo przecież przeszkoda językowa, jaki ze mnie może być wolontariusz, skoro nie mówię dobrze po polsku. Ale jak się chce, to można. I tak trafiłem, kilka lat temu, bodaj w 2009 roku, do ursynowskiego Ośrodka Pomocy Społecznej.

 

Na czym polega pana praca w ośrodku?

Raz w tygodniu, w środę do południa, prowadzę grupowe lekcje włoskiego dla seniorów. Na stałe uczestniczy w nich około 7-10 osób. Są jednak takie tygodnie, gdy uczestników jest więcej – na przykład gdy przygotowujemy jakieś występy, czy w ośrodku organizowane są międzynarodowe imprezy.

 

To standardowe lekcje językowe?

Nie bardzo. Gramatyka w podstawowym zakresie. Słownictwo – to, które się rzeczywiście przydaje. Bardzo dużo śpiewamy. Bo przy okazji śpiewu łatwiej nauczyć poprawnej wymowy i jest to okazja do nauczenia się nowych słów, wyrażeń. Poza tym śpiew ćwiczy pamięć, angażuje. Jeśli czegoś wymagam od kursantów-seniorów, to aktywności. Zachęcam do tego, by mówili – nawet z błędami, nawet kalecząc wymowę, ale żeby mówili.

No i dużo czasu poświęcam też na różnego rodzaju prezentacje, opowieści, wymianę kulturową. Starsi ludzie są ciekawi, jak we Włoszech żyją ich rówieśnicy, jak funkcjonują włoskie rodziny. A tematów tutaj nie brakuje – Włochy są krajem o ogromnych różnicach pomiędzy regionami. Życie seniora mieszkającego w okolicach Mediolanu, który ma do dyspozycji różnego rodzaju ośrodki dla seniorów, kluby, miejsca spotkań towarzyskich różni się od codzienności seniora z Neapolu i południa Włoch, który życie towarzyskie posiada – ale na ulicy, przed domem, na ławce na skwerku. Pogoda, tradycja, więzi rodzinne – to wszystko przesądza o różnicach. A gdy zbliżają się święta Bożego Narodzenia czy Wielkanocy – podczas lekcji opowiadamy o zwyczajach związanych ze świętami. Tematów do rozmów nie brakuje!

 

A wolontariat w hospicjum?

Tam po prostu staram się być. Reagować na potrzeby chorych i się uśmiechać. Czasami trzeba zrobić zakupy? Robię. Zażartować, odwrócić uwagę od smutnych myśli? Staram się to robić. Pacjenci onkologiczni potrzebują tego tak samo, jak każdy człowiek. A rodzina, bliscy, z oczywistych względów nie zawsze potrafią na tę potrzebę odpowiedzieć, jest im trudniej. To też jest zadanie dla wolontariuszy takich, jak ja. Zaprzyjaźnionemu obcemu jest o wiele łatwiej zapewnić taką odskocznię, sprawić by jeden dzień nie był podobny do drugiego, przełamać tę rutynę.

 

Zaangażował się pan w wolontariat, żeby zapełnić czas?

O, na nadmiar czasu nie narzekam. Prowadzę firmę, zarabiam pieniądze i to lubię. Nie mam zbyt dużo wolnego czasu, ale moim atutem jest to, że sam określam – ile i w jakich godzinach pracuję. Na wolontariat poświęcam trzy, cztery godziny w tygodniu. Czasami więcej. Czuję, że tak trzeba, po prostu.

 

Według badań przeprowadzonych w 2010 roku przez Stowarzyszenie Klon/Jawor w działalność wolontaryjną angażuje się co dziesiąty Polak w wieku dojrzałym. Zwiększenie zaangażowania osób dojrzałych w działalność wolontaryjną jest od lat jednym z celów strategii skierowanych do osób powyżej 50. roku życia. Na razie jednak te strategie nie przynoszą spektakularnych rezultatów.

Oceń:
Dziękujemy!
poleć znajomemu drukuj skomentuj subskrybuj
nie lubię lubię to | Osoby które to lubią: aleska.
leksykon zdrowia seniora
poradnik seniora

webstar 2012