Ta strona używa cookie. Dowiedz się więcej o polityce cookies i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Nowe zasady wchodzące w życie 25 maja 2018. (więcej)

rss | wpisy: 39

Blog użytkownika Pawel_Sito

  • data publikacji: 2012-06-01 12:20:00
    Nikt nie skomentował tego wpisu. skomentuj

    Co w Darku Duszy gra?

    To Darek Dusza napisał słowa m.in. do przeboju Shakin' Dudi „Au sza la la la” i nie były to słowa o nim:

    „Au sza la la la mam dwie lewe ręce
    Au sza la la la nie mam pieniędzy
    Au sza la la la nie mam ochoty
    Au sza la la la wziąć się do roboty.
    Zamiast pracować ja wolę leniuchować”

    Bo robotę Darek Dusza zawsze miał, teraz w Redakcji, w której od 2009 r. gra, pisze i komponuje. Gorąco polecam utwór tego zespołu „Dziś umarłem na ulicy”.

    Redakcja gra mieszankę rock’n’rolla, punka i starego rocka, w stylu lat 60-tych. Wyraźne ślady tych sympatii muzycznych mamy w zestawie na liście 30-tu utworów życia Darka Duszy. Znajdziecie Państwo na niej też reggae, no i ja się spodziewam także tych dźwięków w repertuarze Redakcji. Darek Dusza zresztą nigdy nie przywiązywał wagi do etykietek. O Śmierci Klinicznej, której był współzałożycielem, pisano, że gra punk, jazz i nową falę.     

    Darek Dusza swoją listę skomentował tak: - Gdyby na liście można było umieścić 300 a nie 30 piosenek, wtedy wybór byłby o wiele prostszy. A tak, wygrała klasyka. Ale też ostatnio, najczęściej do niej wracam.

  • data publikacji: 2012-05-25 13:03:00
    Nikt nie skomentował tego wpisu. skomentuj

    Wolność słowa Franza Dreadhuntera

    Franz  Dreadhunter  - basista - kojarzy się tak samo mocno z Pudelsami, Tiltem, co z Chłopcami z Placu Broni.

    Franz  Dreadhunter  znów przypomniał nam (pierwszy zrobił to w swej liście MR Makowski) niezwykły kawałek jakim jest „Wolność słowa” Pudelsów

    Utwór pochodzi z czasów Komisji ds. Afery Rywina. Pamiętają Państwo? Po 4 latach rządów AWS (1997-2001) a już za rządów Leszka Millera (2001-2004), czyli z okresu, kiedy Polacy naprawdę żyli polityką. Wydawałoby się, że tekst:

    „Płacze premier Buzek
    buchnęli mu wózek
    przejął się Oleksy
    upuścił dwa kleksy
    premier Mazowiecki
    ciągnie grube kreski
    raz dwa trzy cztery
    tak się bawią wyższe sfery
    kotarą porusza
    duch Ireneusza
    stronnictwo zaś wiernie
    popiera Jaskiernię.”

    …powinien trafić na podatny grunt. I trafił, ale nie w mediach. Takie były czasy. Wolność słowa dopiero w Polsce torowała sobie drogę do wyjścia z podziemnych kanałów. Kawałek Pudelsów powstał kilka miesięcy za wcześnie. Dziś taki utwór byłby od razu totalnym hitem Internetu.

    Najśmieszniejsze w historii tego kawałka jest to, że powiązanie nazwisk polityków z opisem tego co robią było na ogół absurdalne i wynikało z pasującego rymu!

    Nie dało się jednak do tego przekonać nikogo z ważnych w mediach. Franz Dreadhunter opowiada: - W radiu nikt nie chciał tego grać. Po paru dniach od umieszczenia  utworu w stacji zadzwoniła do mnie kobieta z radia i powiedziała, że udało jej się puścić tylko 22 sekundy, bo potem wparował ktoś z kierownictwa. Niby to było nie dawno, po upadku komuny, ale jaja były z tą piosenką takie, że sam się trochę zacząłem bać. No i do tego klip zrobiony z Pawłem Bogoczem za 2000 zł. Koleś, który wynajął studio w TV Katowice, podobno wyleciał za to z roboty.

  • data publikacji: 2012-05-22 13:41:00
    Nikt nie skomentował tego wpisu. skomentuj

    Jerzy Durał nasz Bono

    Pamiętają Państwo z dawnej radiowej trójki? „Idziemy wytrwale spokojni o świat, idziemy wytrwale, idziemy od lat. Spokojni o przyszłość, spokojni o cel, idziemy wytrwale dzień za dniem…”
    Pomyślałem, że te słowa z przeboju sprzed lat zespołu Ziyo będą bardzo pasowały do charakterystyki jego lidera i wokalisty, tarnowianina Jerzego Durała. I w zasadzie nie pomyliłem się, o czym świadczyć może jego wypuszczana dziś na superstarsi.pl 30-tka, która stanowi spójny rockowy zestaw. Mamy w nim niemalże obowiązkowych w naszych zestawach Pink Floyd, czy Led Zeppelin i Killing Joke, Simple Minds czy U2 - zespoły, które – jestem pewien, że Durał się nie obrazi za te słowa – są muzycznymi inspiracjami dla jego twórczości. Wszak tak jak nieżyjący Bogdan Łyszkiewicz nazywany był polskim Lennonem, swego czasu Robert Brylewski – polskim Marleyem, tak do Jerzego Durała przykleiło się określenie „nasz Bono”. Chociaż wydaje mi się, że sklasyfikowanie U2 na drugim miejscu za Simple Minds jest dość ważnym komunikatem, który czytam tak: „Może i coś tam w tym podobieństwie jest, ale bez przesady…”

     

    Zmienić świat

    O ile cytowany tekst niezmiennie dotyczy i opisuje lidera Ziyo, o tyle jego wymowa społeczna mocno się zdezaktualizowała. „Spokojni o przyszłość, spokojni o świat… spokojni o cel” - oj, widać, że to nie utwór z roku 2012. Ale we właściwym czasie, płyty grupy rozchodziły się w prawie 200-tysięcznym nakładzie.

    Nie zdziwiłbym się, gdyby Jerzy Durał , dzisiejszy autor listy, rozmyślał nad tekstem tak nośnym na dziś (bo, że muzyka pozostanie ta sama, nie wątpię). Może jakaś kontynuacja końcówki „Idziemy wytrwale”?
    „To co z nami i obok nas nieważne już, nieważne już 
    I tylko czasami chcę zmienić świat, chcę zmienić świat”.

  • data publikacji: 2012-05-18 14:22:00
    Nikt nie skomentował tego wpisu. skomentuj

    Jeden z trzech panów JK

    O zasadach zabawy w listę przebojów superstarsi.pl rozmawialiśmy z Jackiem Kleyffem w warszawskiej księgarnio-kawiarni Czuły Barbarzyńca.

    No i od razu przeszliśmy do grzebania w muzycznej pamięci Jacka Kleyffa, wyłuskując z niej ważne dla niego w życiu utwory. My tu gadu, gadu, popijamy kawkę przy barze, a od czasu do czasu z baru padają podpowiedzi i komentarze do naszej rozmowy. Lista Jacka nie tylko spodobała się barmanowi, ale okazało się, że z twórczości Kleyffa ma prawie dyplom. Prawie, bo swoją pracę o 3 panach JK pisał w trakcie, a nie na koniec studiów. Kim są owi trzej JK-panowie? Jacek Kleyff, Jan Kelus i Jacek Kaczmarski. I co się dziwić, że nasz nowy znajomy umiał nam podpowiedzieć tytuł piosenki Okudżawy i podobały mu się wybrane przez naszego JK kawałki?

    I żeby było jasne: Kleyff Kelusa zgłosił do swojej listy jeszcze przed poznaniem fana z Czułego Barbarzyńcy.

    Nie ujął w niej natomiast piosenki Jacka Kaczmarskiego ani Włodzimierza Wysockiego, bo jak mówi: "Nie przepadam za takim wódczanym, krzyczącym, źle mi sie kojarzącym z czasami komuny sposobem śpiewania".

     

    Zielona fala

     

    Jacek Kleyff woli zieloną ekspresję artystyczną od wódczanej. Swoją muzykę, wykonywaną z Orkiestrą Na Zdrowie (ONZ) określa kujawiakiem aborygeńskim z Jamajki, trochę ruskim, a trochę węgierskim spod Ostrołęki, czyli etnoeklektyzmem. Pierwszym muzycznym szokiem, jeszcze w czasach dzieciństwa, była dla niego Yma Sumac - peruwiańska artystka obdarzona 5 oktawową skalą głosu: od niskiego jak studnia po niebiańskie wyżyny. Na tle "zwykłej" muzyki granej wówczas przez Polskie Radio to było coś niezwykłego, a Kleyffa pchnęło nie tyle ku barytonom i sopranom, co ku muzyce etnicznej. W jego 30-tce - jak to u nas bywa - obowiązkowy kawałek własny – „Huśtawki”, to klip autorstwa Macieja Dejczera, a piosenkę wykonał (wbrew temu, co oznajmiają podpisy na You Tubie) wraz z grupą Desorient.

    Wyjaśniam, bo pojawienie się przy utworze nazwy ONZ wprowadza pewną dezorientację.

  • data publikacji: 2012-05-15 12:42:00
    Nikt nie skomentował tego wpisu. skomentuj

    Paweł Sztompke ocenia, że przemysł filmowy zabija muzykę

    Na spotkanie z Pawłem Sztompke, by  zaproponować mu udział w naszej zabawie, umówiłem się w gmaszysku Polskiego Radia przy ul. Malczewskiego w Warszawie. Kiedy już szedłem korytarzem ku wyjściu, Paweł zawołał: - Ale dam same polskie, O.K.?.

    Zamurowało mnie. Chociaż przecież były już listy złożone z samych utworów zagranicznych (Hirek Wrona czy Grzegorz Hoffmann), była też lista krajowa (MR Makowski), zdziwiło mnie zupełnie co innego, więc odpowiedziałem: - No, ale jak to? Bez muzyki filmowej?. - No dobra – poddał się najbardziej znany w Polsce propagator muzyki filmowej.

     

    Zmiana klimatu wokół tzw. soundtracków

    Dlaczego Paweł Sztompke nie prowadzi już stałej audycji z muzyką filmową? Dlaczego reaguje lekką niechęcią na skojarzenie muzyki filmowej z jego nazwiskiem? Dlaczego nie chciał jej umieścić w swojej 30-tce życia? To przez zmianę klimatu wokół tzw. soundtracków. Kiedyś były to perełki, które w wielkich sklepach muzycznych za granicą zajmowały raptem 2 półki. Od czasu gdy w PRZEMYŚLE FILMOWYM (już nie w ŚWIECIE FILMU) głównie zaczęły się liczyć sprzedane bilety i dochody z okołofilmowego marketingu, muzyka filmowa straciła dla wielu kinomanów, w tym dla naszego dzisiejszego autora listy, swój czar i magię. W niedawnym wywiadzie, jakiego udzielił mu na antenie radiowej „Jedynki” Zbigniew Preisner padły wręcz zatrważające słowa, że prawdziwa muzyka filmowa została zabita. Obecnie najczęściej wygląda to tak, że reżyser a raczej ekipa producencka na planie używa sprawdzonej muzyki z innego filmu, a potem w fazie postprodukcji na chybcika zleca kompozytorowi, by skomponował inną, ale bardzo podobną.

    Cieszę się, że jednak Paweł Sztompke umieścił na swojej liście ścieżki dźwiękowe z takich filmów, jak „Casablanca”, „Rio Bravo” czy „Polskie Drogi”. Brakowało mi tego nurtu na liście superstasi.pl, a na kogo, jak nie na Pawła Sztompke, mogłem liczyć?

    Obecnie Pawła pasjonuje polska muzyka „kulturalna”. Całe szczęście, że pracuje w głównym programie Polskiego Radia, bo ma wpływ na gusta słuchaczy, którzy m.in. dzięki niemu, nie są skazani wyłącznie na polo-dance.

  • data publikacji: 2012-05-11 12:48:00
    Nikt nie skomentował tego wpisu. skomentuj

    Kamienie milowe na dźwiękowej ścieżce Yaro

    „Koko Euro Spoko” i zbliżające się mistrzostwa uzmysławiają nam, że piłka nożna jest najbardziej ośpiewywaną dyscypliną sportu. A która jest na drugim miejscu? Bieganie? Boks? Narciarstwo? Według mojego rozeznania - kolarstwo: no bo i Janerka z „Rowerkiem”, i „Bicycle Race” Queenów, i „Tour De France” Kraftwerku. Ale najbardziej wrył mi się w pamięć mega hit Yaro z refrenem „U-aa! Rowery dwa". To kawałek, który jak wino lub bigos, po czasie zyskuje. Przyznam, że kiedyś mnie nieco drażnił, teraz słucham go z przyjemnością.  Jarek Yaro Płocica nie umieścił go jednak w swojej „30-tce życia” w ramach zabawowego obowiązku. Ten przywilej przypadł utworowi zrealizowanemu w ramach projektu Ćmy – polecam posłuchanie – jest na najskromniejszym, 30. miejscu.

     

    Tajemnica czerni

    Lista Jarka Yaro Płocicy składa się z  utworów, które znacząco wpłynęły na jego myślenie o muzyce. - To kamienie milowe na nigdy niekończącej się ścieżce zauroczenia dźwiękiem - mówi.  Pominął najnowsze fascynacje, pozostawiając naprawdę sprawdzonych.W zestawie Jarka szczególnie rzuca się w oczy (i w uszy) hip hop w mniej popularnych w Polsce formach oraz liryczne pozycje z wytwórni 4AD (Cocteau Twins, Xymox, B. Perry, Dead Can Dance).

    Pytany o te dwa nurty Yaro tłumaczy, że hip hop wcale nie był dla niego rewolucją, a wręcz przeciwnie – oczywistością i koniecznością. Logiczną kontynuacją rozwoju muzyki popularnej.

    Natomiast na temat nagrań zrealizowanych dla 4AD, Yaro mówi: - Jej muzyka okazała się kiedyś nad wyraz kompatybilna z moją nastoletnią nadwrażliwością. Starałem się odbierać ją jako szczególnie uczulającą na piękno, a nie depresyjną. Choć całe liceum, przechodziłem ubrany na czarno.  

  • data publikacji: 2012-05-08 12:35:00

    Życie Elżbiety Wojnowskiej

    Elżbieta Wojnowska przestała chodzić na lekcje do szkoły muzycznej, bo uważała, że nauczycielka jest niesprawiedliwa. Wagary spędzała w bibliotece.

    Miała fantazję uczestniczyć w castingu (choć nie używano wówczas tego słowa) do roli Nel w „W pustyni i w puszczy” w częstochowskim teatrze. Grała Nel przez kilka lat w kilkuset przedstawieniach, podczas których zaprzyjaźniła się z suką Sabą. Gdy ta nie była już w teatrze potrzebna, wzięła ją do siebie.

    Zerwała tournee po Związku Radzieckim, które mogło być przepustką do WIELKIEJ  KARIERY, w proteście przeciw alkoholowym akcjom, które były wpisane w tournee.

    Wyszła z nagrania programu telewizyjnego, gdy poczuła, że jej i innych interpretacje piosenek Edith Piaff naruszają przestrzeń artystycznych świętości.

    Gdy jej mąż Andrzej Ibis-Wróblewski – znany dziennikarz, językoznawca i były powstaniec – był ciężko chory i leżał w szpitalu – podczas odwiedzin spisywała dyktowane przez niego teksty, w domu wpisywała je do komputera i drukowala, wracała, by mógł nanieść poprawki, potem z powrotem  do domu, by przepisać tekst na świeżo i popędzić z nim do redakcji. Dzięki temu Andrzej Ibis-Wróblewski mógł do końca życia być aktywnym dziennikarzem. 

     

    Kiedy siedzieliśmy przez kilka godzin w ogródku kawiarni Antrakt na tyłach warszawskiego Teatru Wielkiego, poznałem życie Elżbiety Wojnowskiej przez pryzmat wybranych przez nią 30 najważniejszych dla niej utworów. Nie jest to Top 30 ani losowy dobór a zapis chronologiczny. Dlatego „Życie moje” – wiersz Andrzeja Bursy wyśpiewany przez Elżbietę Wojnowską, bez której wielu by nigdy się na niego nie natknęło - znalazł się na pozycji 30

    Jak mi napisała Pani Elżbieta, chyba najważniejszym dla niej utworem jest „W żółtych płomieniach liści” (z repertuaru Łucji Prus i Skaldów), który najczęściej sobie podśpiewuje i zastanawia się, czy nie nagrać go w swojej wersji. Kto jest za?

  • data publikacji: 2012-05-04 11:10:00
    Nikt nie skomentował tego wpisu. skomentuj

    A najlepiej, żeby była melodyjna gitara

    Zanim Grzegorz Hoffmann został szefem redakcji muzycznej radiowej „Trójki”, kierował redakcją muzyczną Radiostacji w jej pierwszych 3 latach istnienia (na przełomie wieków), czyli w okresie, gdy była najpopularniejsza. Piszę to z pewnym skrępowaniem, bo sam byłem wówczas jako dyrektor programowy jego przełożonym, ale fakt jest faktem, że słuchać wówczas Radiostacji było w dobrym tonie. Na pewno głównym powodem była muzyka. Zarówno ta z audycji autorskich, jak i nowości grane z play-listy w ciągu dnia. A żeby taka pula mogła funkcjonować, co tydzień organizowaliśmy nasze - we dwóch - nasiadówki nad nowościami. Teraz mogę przyznać, że był to jeden z moich ulubionych elementów kierowania programem Radiostacji. Nie wiem jednak czy Grzesiek też te zebrania lubił. Faktycznie wtrącałem się do decyzji, które kawałki promujemy, naciskałem by poszerzać nasze zainteresowania w tę czy inną stronę. Czasem jakimś cwanym sposobem doprowadzałem, by tzw. Power Play’em, czyli piosenką tygodnia był kawałek, który moje wewnętrzne poczucie przeboju kazało poprzeć, dać szansę.

    Piszę tak dużo o sobie, a nie o Grześku, dlatego, by mu podziękować za te nasze dyskusje, czasem wspólne zachwyty, czasem spory, czasem obmyślania strategii promocji fajnych artystów. Jeśli zbyt naciskałem Grzesiu, to przepraszam, ale chyba jednak fajne było to, że udawało nam się osiągać consensus. Nawet nie wiesz ile od Ciebie się dowiadywałem o współczesnych kierunkach i konkretnych wykonawcach podczas tych piątkowych przesłuchań.

    Tym razem Grzesiek sporządził listę sam, bez ingerencji. Wygląda bardzo ciekawie, choć zdziwiły mnie nieco dwa fakty: brak polskich piosenek oraz mało kawałków tanecznych, a przecież często musieliśmy się spieszyć z ocenianiem, bo wieczorem Grzesiek szedł do klubu. Wyjaśnienie jest jedno: ta lista jest po prostu wyborem z najlepszych dla niego na świecie utworów. A co do stylistyki, Grzesiek lubi gitarowe, melodyjne brzmienia, jak Stranglers, House Of Love, Jane’s Adiction, czy Stone Roses z jego listy. I to mi przypomina pewną historyjkę. Kiedy podczas jednego z naszych spotkań w tygodniu, w którym obrodziło gitarowcami  naciskałem, by było więcej elektroniki, popu i reggae, wyraźnie zniecierpliwiony moim wtrącaniem się Grzesiek wycedził „bo ty, to w ogóle rocka nie lubisz”. Dementuję: lubię, a szczególnie z listy naszej dzisiejszej gwiazdy.

  • data publikacji: 2012-05-01 09:42:00
    Nikt nie skomentował tego wpisu. skomentuj

    Kasia Klich - lobbystka

    Gdybym miał doradzać Prezydentowi RP komu dać odznaczenie zasłużonego dla kultury polskiej w sferze muzyki popularnej, zaproponowałbym Kasię Klich. Jej bardzo dobry i fajny głos przypomina mi nieco barwy znane z nagrań popularnej w latach 70. żeńskiej grupy Pro Contra. Każdy pamięta zapewne wielki przebój Kasi Klich  ze szlagwortem „Znów się zepsułeś i wiem co zrobię, zamienię ciebie na lepszy model”. A ja mam ekstra przyjemność poznania fragmentów przygotowywanej od kilku lat płyty z angielskimi tłumaczeniami wierszy Wisławy Szymborskiej. To będzie światowa perła!

    No i jeszcze ta piosenka z 30-ego, skromnego miejsca listy Kasi Klich, czyli obowiązkowy, własny kawałek na liście swojego życia. Niezły odjazd dla dzieci, mimo że o cukierkach, jak najbardziej edukacyjny, bo kończy się hasłami prowarzywnymi.

    Ale żaden z tych faktów nie skłoniłby mnie przecież, by fatygować się do Belwederu. Order Kasi Klich przyznany być powinien za skuteczną akcję medialno-społeczną. Być może pamiętają Państwo potyczki w dyskusjach telewizyjnych i prasowych między wokalistką a szefami programowymi i muzycznymi komercyjnych rozglosni /zwłaszcza jednym, którego nazwiska nie ma nawet sensu wspominać/. Klich zarzucała mu (ale de facto większości rozgłośni prywatnych) granie muzyki tandetnej a omijanie solidnego krajowego popu, do którego słusznie się zaliczała. Radia szły w zaparte, repertuar zbytnio się nie zmieniał, ale do czasu. Pytanie czemu w greckich taksówkach słychać grecką muzykę, we francuskich - francuską, w Polsce zaś głównie angielską, zadali sobie także posłowie i ustawowo zapewnili jej większy udział w programach polskich stacji radiowych. I to nie tylko w nocy, kiedy próbowano wypchnąć „obowiązkową dawkę” rodzimej produkcji.

    Być może ktoś powie, że to nienowoczesne i nieliberalne, ale jeśli dzięki większemu zainteresowaniu polską muzyką zaczną się ukazywać ciekawsze utwory i ciekawsi wykonawcy niż oferta zrodzona według wytycznych byłego szefa Radia Zet, tylko przyklasnąć.
    Sejmowi i Szanownej Lobbystce.

  • data publikacji: 2012-04-27 12:23:00

    SuperStaszek.pl

    Stanisław Trzciński nie ma jeszcze 45 lat. I co z tego? Tym bardziej, że Staszek jest super i jest starszy. Znacznie starszy niż w czasach młodzieńczego idealizmu, kiedy zakładał gazetkę „Dzień dobry”, działał w Międzyszkolnym Komitecie Solidarności,  w sztabach wyborczych Jacka Kuronia, czy współorganizował pierwszy warszawski klub nowej generacji w nowym systemie – „Filtry”. To Było 20 lat temu. No więc, teraz jest starszy.

    Stanisław Trzciński zna współczesny show-business jak mało kto. Wydał dziesiątki płyt (w tym słynną serię „Pozytywne Wibracje”), prowadził kariery polskich wykonawców, sprowadzał na występy największe gwiazdy światowe, był głową agencji marketingowych i artystycznych. Nie próżnował.

    Niedawno do tego wszystkiego został ojcem i ani się obejrzy, jak usłyszy o sobie określenie „stary” z ust syna.  A gdy się spotykamy na różnych galach czy promocjach słyszę w głosie Staszka nutkę żalu za dawnymi czasami, gdy wszystko było prostsze, ludzie bielsi lub czarniejsi (zależy o których akurat rozmawiamy), idee wyrazistsze i jaśniejsze. Wciąż ma wiarę w siebie i w sukces, ale opartą już tylko na konkrecie, a nie chęciach zmieniania świata. To przecież dorosłość.

    Muzyka wybrana przez niego też nie przypadnie do gustu małolatom. Nie ma tu praktycznie rock’n’rolla, rapu czy elektroniki. Jest natomiast dużo szeroko zaaranżowanej muzyki dla „bogatych”. Bo Staszek lubi jak jest „dużo”. Obok obowiązkowej trzydziestki dostaliśmy jeszcze listę 600 (sic!) wykonawców, którzy nie zmieścili się w zestawie podstawowym. Czegoś takiego w historii listy jeszcze nie było! Ten numer przypomina młodzieńczego Staszka, bardzo chcącego być „Starszakiem”.

<img src="/img/paging/prev.gif" alt="" />1234

Lipiec 2019
PN WT ŚR CZ PT SO ND
01 02 03 04 05 06 07
08 09 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
webstar 2012